poniedziałek, 18 lipca 2016

Miasta Pana Orbitowskiego

Od pewnego czasu nie potrafię wyjść z podziwu dla talentu pisarskiego Pana Łukasza Orbitowskiego. Sposób, w jaki buduje postacie na kanwach własnych powieści i opowiadań, to po prostu mistrzostwo świata. Oddychamy ich powietrzem, patrzymy ich oczami, czujemy pod palcami to, czego właśnie dotykają.
Co więcej, ten autor w niesamowity sposób ukazuje nam panoramę miast, w których dzieje się akcja jego książek. 
Nie zliczę ile razy uśmiechałam się biegnąc wzrokiem po tekstach jego autorstwa.
Bo kiedy widzisz, że ktoś jest dobry w tym co robi, nie sposób się nie uśmiechnąć.

Na zdjęciach poniżej przedstawiam małe fragmenty książki "Szczęśliwa Ziemia."





niedziela, 15 maja 2016

Coś o nas

Nie ukrywam, że cenię sobie od dawna kunszt pisarski Pana Twardocha.
Powieścią, która do tej pory zrobiła na mnie największe wrażenie, jest zdecydowanie "Drach."
Ta książka nie pozwala o sobie zapomnieć. Jestem przekonana, że jeszcze do niej powrócę.
Nie pamiętam żeby kiedykolwiek słowo pisane zostawiło tak wielkie pobojowisko w mojej emocjonalności.
Żyłam tą książką jeszcze długo po jej przeczytaniu.
I przyznam, że bardzo tęsknię za tym transem, w który mnie wprowadziła.
Poczułam namiastkę tego, mając w rękach powieść Jakuba Małeckiego "Dygot."
Jednak mimo wszystko "Drach" bije ją na głowę.

W związku z pewnym wypracowanym już "zaufaniem" do Pana Szczepana, w ciemno sięgam po jego inne propozycje książkowe.
Tym razem padło na "Sztukę życia dla mężczyzn", która poraziła mnie pewnym fragmentem.
Pozwolę sobie wrzucić go tutaj, bo gdzieś tam odnalazłam w nim siebie i...zabolało mnie to.
Dostałam prawdą w twarz. Niespodziewanie.
I nie chcą mi te słowa wyjść teraz z głowy.




poniedziałek, 9 maja 2016

Urodzinowa kumulacja cudowności




Cudownie jest być adresatką takich prezentów. Uwielbiam rzeczy, które mają "duszę" a bliskie mi osoby doskonale o tym wiedzą :)

* Kubek marki Dotdesign
* Koszulka marki Dead Can Talk


środa, 20 kwietnia 2016

Widmokrąg

"Staram się nie pamiętać jakim koszmarem było przez Ciebie moje życie na ziemi. Tu wspomnienia zarastają szybciej niż zaniedbane groby, bardzo łatwo o zapomnienie, a jednak wciąż nie mogę sobie darować tego, że to jedno krótkie życie, które miałam zmarnowałam dla Ciebie.
Powiedzieć, że Cię nie kochałam to mało. Brzydziłam się Tobą. Kiedy byłeś przy mnie, brzydziłam się Twoją obecnością; kiedy cię nie było, brzydziłam się samą świadomością twojego istnienia. Nieważne, co mówiłeś; nieważne, czy mówiłeś do mnie ,czy słyszałam twój głos przez ścianę.  Nienawidziłam sposobu, w jaki zamykałeś i otwierałeś drzwi, już po tym poznawałam cię z daleka; nienawidziłam twoich kroków (...) Nienawidziłam twojego głosu, do tego stopnia, że sama przywoływałam twoje telefony, kiedy tylko pomyślałam o tym, jak to dobrze, że tak długo nie dzwonisz.
(..)
Wiesz, ja wymodliłam tę chorobę. Modliłam się o to, żeby ten horror wreszcie się skończył, myślałam o tym, że nawet najstraszniejsza kara za samobójstwo nie przeraża mnie bardziej niż myśl o tym, że możesz przyklejać się do mnie w nocy spoconym cielskiem do końca życia. Pamiętasz jak krzyczałam? Budziłeś się wtedy i usiłowałeś uspokoić tym wilgotnym szeptem, tymi parszywymi pocałunkami, uściskami, mówiłeś, że to tylko senna mara - a ja nie krzyczałam przez sen, tylko już po przebudzeniu, kiedy okazywało się, że twoja skóra przykleiła się do mojej, krzyczałam z obrzydzenia, kiedy usiłowałam się od ciebie odsunąć i czułam, że najpierw muszę się odkleić od twojego tłustego dupska!
Myślałam, że nawet jeśli w grobie nie stracę świadomości, jeśli na tym polega czyściec, że się nie traci świadomości, dopóki ciało nie obróci się w proch - wytrzymam, bo wolę, żeby moje wnętrzności toczyły larwy, niżbym miała noc w noc przyjmować w pochwie wielkiego robaka wgniatającego mnie w prześcieradło.
Wymodliłam sobie tą chorobę. Ty padalcu, nie wiedziałeś jak mi ulżyć, myślałeś, że cierpię, a ja byłam szczęśliwa, bo każdy atak zbliżał mnie do wolności. Umierałam z rozkoszy, kiedy życie wysychało we mnie na wiór, bo wreszcie przestałeś mnie pożądać, a potem zacząłeś się bać, jakby śmierć była zaraźliwa - nareszcie mogłam spać osobno, sama w łóżku, sama w sypialni, a w końcu, kiedy moje jęki stały się dla Ciebie nieznośne, sama na oddziale, w luksusowej - a jakże - izolatce, którą mi załatwiłeś
Dopiero po śmierci odżyłam. Teraz mogę oddychać całą duszą.
Nie pozwolę, żebyś mi to odebrał.
Obyś żył wiecznie.
— W.Kuczok "Widmokrąg" - interludium F.Ch.op 28 nr 18

sobota, 9 kwietnia 2016

piątek, 8 kwietnia 2016

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Wiosna z Ansuz

Tym razem zachęcam do odwiedzenia strony Ansuz, którą znajdziecie na facebooku: ANSUZ

Aktualnie macie okazję wygrać w wiosennym konkursie wybraną biżuterię projektantki, która piszę o sobie w następujący sposób:

"Jestem totemicznym jeleniem, który od zawsze szukał dla siebie przestrzeni w różnych dziedzinach sztuki i literatury. Próbowałam malować, pisać, grać na gitarze ale mój poziom samokrytycyzmu nie pozwolił mi nad niczym zatrzymać się na dłużej. Do czasu aż zajęłam się biżuterią. Tworzę ją z pasją, przy dźwiękach ukochanej muzyki. Zamykam w żywicy to co mnie zachwyca ale także to czego się boję. Jest to bowiem jakaś forma oswajania strachu. Przed owadami...
Oczywiście wszystkie "osobniki" z którymi pracuję są martwe i spreparowane."

Poniżej wrzucam przykładowe zdjęcia tej przepięknej biżuterii:








Szczegóły konkursu dostępne są tutaj: konkurs





czwartek, 31 marca 2016

Źle

Całowałam się z kimś. To była chwila. Desperacka tęsknota za tym, co działo się kiedyś między nami, włożyła mi w usta słowa propozycji.
On ją przyjął.
Pocałunek sprawił, że wytrzeźwiałam w jednym momencie.
Wszystko było w nim złe.
On był zły. Zbyt chaotyczny. Brakowało mu wyczucia i pasji. Gryzł. Ale gryzł źle.  Bezcześcił pamięć o Tobie wypisaną na moim języku. Dotykał obcymi dłońmi. Jego palce nigdy nie trafiały w tempo.
Wszystko było w nim złe.
Nie był Tobą.
Czułam jakbym badała tą chwilę pod mikroskopem. Każda myśl, każde wrażenie były tak jasne i bezlitosne.
Pocałunek niczym policzek wymierzony przez własne wspomnienia.
Tak, dam Ci mój numer telefonu. Dam.
Ale nie pisz do mnie, nie pisz. Nie. Nie ma już we mnie żadnych słów.

czwartek, 24 marca 2016

Nieutulone obsesje

Jakoś tak wariacko pragnę mieć Cię teraz obok, poczuć Cię w sobie, mocno opleść nogami, dotykać dłońmi i ustami, delikatnie kąsać, czuć Twoje wargi na swoich, chłonąć Twój oddech...Odezwała się we mnie jakaś szaleńcza potrzeba Twojej bliskości. Chciałabym się z Tobą kochać tak, jakbyśmy robili to pierwszy lub ostatni raz w życiu. Nie, pierwszy nie. Bo wtedy wszystko jest zbyt chaotyczne. Więc ostatni. Z tą dozą wariactwa ale i celebrowania każdej chwili. Czując wszystko bardziej i oddając się sobie całkowicie.

poniedziałek, 21 marca 2016

“It is both a blessing and a curse to feel everything so very deeply.”

Gdy jestem rozdarta, to zostawiam za sobą cholernie wielką, świetlistą łunę, która widoczna jest z najodleglejszych zakamarków.
Jestem chodzącym dramatem. Wiecznie coś przeżywam i mielę w sobie. Każda sytuacja jest dla mnie czymś wielkim i ważnym. Nie ma rzeczy nieistotnych, bo wszystko w jakiś sposób buduje nasze życie. W momencie gdy inni ludzie podchodzą do tego co się zdarza na chłodno, ja wręcz przeciwnie. Zapalam się, zachwycam każdą najdrobniejszą emocją, każdym wrażeniem, każdym elementem składającym się na obraz danej okoliczności. Widzę więcej, czuję bardziej, przeżywam mocniej.
Czasem bywają takie chwile, gdy jestem wdzięczna losowi za tą cholerną nadwrażliwość. Mimo, że zdaję sobie sprawę, że przez nią trochę odstaję od większości ludzi. Tak, jestem inna, nieprzystosowana zbyt dobrze do czasów, w jakich teraz żyjemy. Mam cieńszą skórę i oczy, w których czasem za dużo widać.

Tytułem wstępu

W zasadzie sama nie wiem, jaki dokładnie jest cel założenia tego bloga. Myślę, że będę tu zostawiać czasem trochę zdań od siebie, znajdzie się też wiele słów "zapożyczonych" od innych (te oczywiście zawsze będą ubrane w cudzysłów). Do tego szczypta dźwięków, które od zawsze idą razem ze mną przez życie i czynią je znośniejszym. Będzie również wszystko to, co zachwyca moje oczy i wpada później gdzieś głębiej, sadowiąc się w serduchu.
Jeśli więc ktoś tutaj kiedykolwiek się zabłąka, być może znajdzie coś dla siebie.

Adres bloga to oczywiście tytuł piosenki zespołu Aya Rl "Księżycowy Krok."
Dlaczego? Bo zawsze tak to się wszystko kończy. Jestem uzależniona od nadawania wszystkiemu nazw związanych ze światem muzyki.
Jako, że ostatnio wspomniany utwór ciągle w cudowny sposób mnie prześladuje, tak więc nie było możliwości, bym w jakiś sposób nie przemyciła go do tego miejsca.
Być może dzięki temu, ktoś kto nie miał dotąd o nim pojęcia, zostanie przeze mnie pozytywnie "zarażony. " :)

"Budzę się przy blasku ostrych barw
Głuchnę w wielkim huku słusznych salw
Dławię się słowami - których wstyd
Modlę się do bożków obcych mi"