Nie ukrywam, że cenię sobie od dawna kunszt pisarski Pana Twardocha.
Powieścią, która do tej pory zrobiła na mnie największe wrażenie, jest zdecydowanie "Drach."
Ta książka nie pozwala o sobie zapomnieć. Jestem przekonana, że jeszcze do niej powrócę.
Nie pamiętam żeby kiedykolwiek słowo pisane zostawiło tak wielkie pobojowisko w mojej emocjonalności.
Żyłam tą książką jeszcze długo po jej przeczytaniu.
I przyznam, że bardzo tęsknię za tym transem, w który mnie wprowadziła.
Poczułam namiastkę tego, mając w rękach powieść Jakuba Małeckiego "Dygot."
Jednak mimo wszystko "Drach" bije ją na głowę.
W związku z pewnym wypracowanym już "zaufaniem" do Pana Szczepana, w ciemno sięgam po jego inne propozycje książkowe.
Tym razem padło na "Sztukę życia dla mężczyzn", która poraziła mnie pewnym fragmentem.
Pozwolę sobie wrzucić go tutaj, bo gdzieś tam odnalazłam w nim siebie i...zabolało mnie to.
Dostałam prawdą w twarz. Niespodziewanie.
I nie chcą mi te słowa wyjść teraz z głowy.