Gdy jestem rozdarta, to zostawiam za sobą cholernie wielką, świetlistą łunę, która widoczna jest z najodleglejszych zakamarków.
Jestem chodzącym dramatem. Wiecznie coś przeżywam i mielę w sobie. Każda sytuacja jest dla mnie czymś wielkim i ważnym. Nie ma rzeczy nieistotnych, bo wszystko w jakiś sposób buduje nasze życie. W momencie gdy inni ludzie podchodzą do tego co się zdarza na chłodno, ja wręcz przeciwnie. Zapalam się, zachwycam każdą najdrobniejszą emocją, każdym wrażeniem, każdym elementem składającym się na obraz danej okoliczności. Widzę więcej, czuję bardziej, przeżywam mocniej.
Czasem bywają takie chwile, gdy jestem wdzięczna losowi za tą cholerną nadwrażliwość. Mimo, że zdaję sobie sprawę, że przez nią trochę odstaję od większości ludzi. Tak, jestem inna, nieprzystosowana zbyt dobrze do czasów, w jakich teraz żyjemy. Mam cieńszą skórę i oczy, w których czasem za dużo widać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz