"Staram się nie pamiętać jakim koszmarem było przez Ciebie moje życie na ziemi. Tu wspomnienia zarastają szybciej niż zaniedbane groby, bardzo łatwo o zapomnienie, a jednak wciąż nie mogę sobie darować tego, że to jedno krótkie życie, które miałam zmarnowałam dla Ciebie.— W.Kuczok "Widmokrąg" - interludium F.Ch.op 28 nr 18
Powiedzieć, że Cię nie kochałam to mało. Brzydziłam się Tobą. Kiedy byłeś przy mnie, brzydziłam się Twoją obecnością; kiedy cię nie było, brzydziłam się samą świadomością twojego istnienia. Nieważne, co mówiłeś; nieważne, czy mówiłeś do mnie ,czy słyszałam twój głos przez ścianę. Nienawidziłam sposobu, w jaki zamykałeś i otwierałeś drzwi, już po tym poznawałam cię z daleka; nienawidziłam twoich kroków (...) Nienawidziłam twojego głosu, do tego stopnia, że sama przywoływałam twoje telefony, kiedy tylko pomyślałam o tym, jak to dobrze, że tak długo nie dzwonisz.
(..)
Wiesz, ja wymodliłam tę chorobę. Modliłam się o to, żeby ten horror wreszcie się skończył, myślałam o tym, że nawet najstraszniejsza kara za samobójstwo nie przeraża mnie bardziej niż myśl o tym, że możesz przyklejać się do mnie w nocy spoconym cielskiem do końca życia. Pamiętasz jak krzyczałam? Budziłeś się wtedy i usiłowałeś uspokoić tym wilgotnym szeptem, tymi parszywymi pocałunkami, uściskami, mówiłeś, że to tylko senna mara - a ja nie krzyczałam przez sen, tylko już po przebudzeniu, kiedy okazywało się, że twoja skóra przykleiła się do mojej, krzyczałam z obrzydzenia, kiedy usiłowałam się od ciebie odsunąć i czułam, że najpierw muszę się odkleić od twojego tłustego dupska!
Myślałam, że nawet jeśli w grobie nie stracę świadomości, jeśli na tym polega czyściec, że się nie traci świadomości, dopóki ciało nie obróci się w proch - wytrzymam, bo wolę, żeby moje wnętrzności toczyły larwy, niżbym miała noc w noc przyjmować w pochwie wielkiego robaka wgniatającego mnie w prześcieradło.
Wymodliłam sobie tą chorobę. Ty padalcu, nie wiedziałeś jak mi ulżyć, myślałeś, że cierpię, a ja byłam szczęśliwa, bo każdy atak zbliżał mnie do wolności. Umierałam z rozkoszy, kiedy życie wysychało we mnie na wiór, bo wreszcie przestałeś mnie pożądać, a potem zacząłeś się bać, jakby śmierć była zaraźliwa - nareszcie mogłam spać osobno, sama w łóżku, sama w sypialni, a w końcu, kiedy moje jęki stały się dla Ciebie nieznośne, sama na oddziale, w luksusowej - a jakże - izolatce, którą mi załatwiłeś
Dopiero po śmierci odżyłam. Teraz mogę oddychać całą duszą.
Nie pozwolę, żebyś mi to odebrał.
Obyś żył wiecznie. ”
środa, 20 kwietnia 2016
Widmokrąg
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz